Jakiś czas temu zostaliśmy zaproszeni przez znajomego na imprezę we Wrocławiu. Żona dojechała tam trochę wcześniej, ja wyruszyłem z mieszkania sam w sobotę rano. Przed wyjazdem przegrzebałem dokładnie kuwetę, ugotowałem z pół kilograma wątróbek, wymieszałem to jeszcze z suchą karmą i wlałem pół litra świeżej wody do dwóch miseczek. Myślałem, że to starczy dwóm małym kociakom i spokojnemu, starszemu o rok Korniszonowi na półtora dnia samodzielności.
Pożegnałem się ładnie ze zwierzakami i wyjechałem. Wróciliśmy w niedzielę przed północą. Podekscytowani domysłami, co też może nas czekać, otworzyliśmy drzwi. W tym momencie koty dosłownie się na nas rzuciły. Otoczyła nas kłębiąca się i drąca w niebogłosy szaro-biała masa. Po całym mieszkaniu porozrzucane były strzępy papieru toaletowego, którego któryś mądrala wyciągnął z łazienki. W miseczce zostało trochę wody, ale półmisek z jedzeniem wylizany był tak, że prawie się błyszczał. Do tego koty znalazły małą torebkę z karmą i jakimś cudem wygryzły w niej dziurę. Najlepszy widok czekał nas jednak w pokoju, gdzie dotąd stała 1.5-metrowa lampa z IKEI z papierowym kloszem. Tak, stała, ponieważ koty najwyraźniej albo na nią skakały z kanapy, albo postanowiły powspinać się od wewnątrz. Cały abażur kompletnie się podarł, a lampa rozpadła i przewróciła.
Do tego czasu nie byłem również świadomy, jak świetny metabolizm mają nasi podopieczni. W kuwecie praktycznie nie dało się znaleźć czystego żwirku.
No ale nie da się ich nie kochać, prawda?
Pożegnałem się ładnie ze zwierzakami i wyjechałem. Wróciliśmy w niedzielę przed północą. Podekscytowani domysłami, co też może nas czekać, otworzyliśmy drzwi. W tym momencie koty dosłownie się na nas rzuciły. Otoczyła nas kłębiąca się i drąca w niebogłosy szaro-biała masa. Po całym mieszkaniu porozrzucane były strzępy papieru toaletowego, którego któryś mądrala wyciągnął z łazienki. W miseczce zostało trochę wody, ale półmisek z jedzeniem wylizany był tak, że prawie się błyszczał. Do tego koty znalazły małą torebkę z karmą i jakimś cudem wygryzły w niej dziurę. Najlepszy widok czekał nas jednak w pokoju, gdzie dotąd stała 1.5-metrowa lampa z IKEI z papierowym kloszem. Tak, stała, ponieważ koty najwyraźniej albo na nią skakały z kanapy, albo postanowiły powspinać się od wewnątrz. Cały abażur kompletnie się podarł, a lampa rozpadła i przewróciła.
Do tego czasu nie byłem również świadomy, jak świetny metabolizm mają nasi podopieczni. W kuwecie praktycznie nie dało się znaleźć czystego żwirku.
No ale nie da się ich nie kochać, prawda?
| Komentarze |
|
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha



